Brak miłości w małżeństwie objawy - rozpoznaj i dowiedz się, jak radzić sobie z kryzysem uczuciowym. Odkryj klucz do odzyskania bliskości w związku. Sprawdź!

Można by rzec, że konflikty i kryzysy to rzecz, która dotyka każdego małżeństwa (prędzej czy później...). Mnie zatrzymało jednak ostatnio zagadnienie dotyczące rozłamu małżeńskiego na tle przeżywania duchowości – tej wspólnej, małżeńskiej oraz indywidualnej każdego z małżonków. Od pewnego czasu trwają w mojej wspólnocie małżeństw przygotowania do rekolekcji dla narzeczonych. Każda z par otrzymała temat, nad którym główkuje na różnych płaszczyznach – mężowi i mnie przypadł w udziale kryzys. Można by rzec, że konflikty i kryzysy to rzecz, która dotyka każdego małżeństwa (prędzej czy później...). Mnie zatrzymało jednak ostatnio zagadnienie dotyczące rozłamu małżeńskiego na tle przeżywania duchowości – tej wspólnej, małżeńskiej oraz indywidualnej każdego z małżonków. Od lat oboje z mężem karminy się duchowością ignacjańską. To sprawia, że często rozumiemy się bez słów, albo właśnie słowa typu „strapienie, rozeznawanie, medytacja” mówią nam już tyle, że wiele dopowiadać nie trzeba. Jesteśmy bardzo różni – pod wieloma względami. Inne rzeczy nas karmią (ja wolę mszę w parafialnym kościele, mąż nie wyobraża sobie weekendu bez medytacji ignacjańskiej...). W trakcie naszej formacji indywidualnej doszliśmy do pewnej wolności, w której pozwalamy drugiemu przeżywać tak jak tego potrzebuje – wiemy już, że Bóg działa na wiele sposobów i nie ma jednej miary dla wszystkich (jak mawiał św. Ignacy „jest rzeczą wielce niebezpieczną chcieć prowadzić wszystkich tą samą drogą do doskonałości”). Przyglądamy się jednak wielu różnym postawom wśród znajomych małżeństw i dostrzegamy różne pokusy i braki zarówno w przeżywaniu duchowości w pojedynkę, jak i trwanie w uporze, że musimy czuć i myśleć tak samo (mówię o sytuacjach skrajnych, gdzie muszę jest ponad „pragnę”). Jak kształtować swoją małżeńską drogę ku Bogu, ramię w ramię, ale w taki sposób by nie zamykać się w swojej indywidualnej drodze, jednocześnie tworząc pewne dopełnienie stanu, w którym żyjemy? Prawdziwa, zdrowa duchowość nigdy nie zamyka na drugiego – co jednak gdy nie dostrzegamy, że widzimy niejasno, robimy źle, nasza interpretacja rzeczywistości nijak się ma do stanu faktycznego? Skrajność nadmiernego dbania o swój rozwój może być jednak nie tylko przejawem egoizmu, ale i początkiem upadku. Skoro wchodzimy w związek biorąc odpowiedzialność za podstawowe powołanie, warto by rozważyć gdzie są granice – bo to rodzina (współmałżonek i dzieci) powinna być ważniejsza niż spotkanie wspólnoty, czyż nie? Fenomenalnie ujął ten temat młody jezuita Brat Michał w jednym ze swoich filmików – można zaniedbać rodzinę, kosztem kolejnego nabożeństwa. Jednak czy Bóg tego od nas oczekuje? Obserwując swoich znajomych widzę, że dopóki w małżeństwie nie pojawią się dzieci, sprawa jest trochę prostsza. Jedno może pojechać tu, drugie tam. Gorzej jeśli tylko jedna strona się rozwija, a druga jest temu przeciwna – ale właśnie po to mamy kursy dla narzeczonych oparte na dialogu – by takie sprawy omawiać przed ślubem. By powiedzieć jak widzę nasze miejsce w Kościele, wspólnocie, ile czasu w tygodniu planuję poświęcić na swój duchowy rozwój, gdzie pragnę się rozwijać? Sytuacja jednak zmienia się diametralnie, gdy na świat przychodzą dzieci. Owszem – można zabierać maluchy ze sobą, ale nie wszędzie się da. Z czasem może się okazać, że przeziębione dziecko wywraca nasze rekolekcyjne plany do góry nogami. I co wtedy? Czy pozwolę ruszyć mężowi/żonie na rekolekcje samemu? Czy nie zrodzi to we mnie buntu i frustracji? Czy zazdrość, że on mógł/mogła, a ja nie - nie spowoduje eksplozji przy byle okazji? A może z drugiej strony czy rozwój jednego nie sprawi, że drugi zbyt mocno zaniedba swoje indywidualne potrzeby – by dać szansę współmałżonkowi? Sami z mężem mamy za sobą doświadczenie rekolekcji ignacjańskich. Ja zaczynałam je pierwsza, kilkanaście lat temu. Potem pojawiły się dzieci, więc wróciłam na nie dopiero trzy lata temu. W tym czasie mój mąż przeszedł przez wszystkie tygodnie Ćwiczeń Duchowych, a ja...utknęłam na I Tygodniu. Czy to źle? Dla mnie nie. Nie ukrywam jednak, że były we mnie różne uczucia w czasie, gdy karmiłam niemowlaka, myśląc o mężu, który milczał 450 km od domu. Sytuacją idealną jest, gdy wspólna duchowość (np. ignacjańska) buduje jedność, pozwala przeżywać i patrzeć na siebie w pewnym zrozumieniu. Z drugiej strony czerpanie sił indywidualnie – na swój własny sposób i według własnych potrzeb, ale nigdy kosztem rodziny. Tak by przestrzeń choć indywidualna karmiła oboje, bo wzrastamy w przestrzeni naszego serca. Jesteśmy jednak różni, tworzymy więc czasem małżeństwa, w których jeden nurt spoi jedność, a będą takie pary, którym więcej ku temu scaleniu pomoże formacja w innej duchowości, kiedy każde z małżonków potrzebuje innej formy przeżywania swojej wiary. Święty Ignacy powtarzał, by dostrzegać Boga we wszystkim i by to Jego wolę stawiać na pierwszym miejscu. Jaka ona będzie dla mojego małżeństwa? Czy pytam o to siebie, Boga? Czy potrafię rozmawiać o swoich potrzebach duchowych z małżonkiem? Czy umiem tak wpatrywać się w Jezusa, by zrozumieć co dzieje się we mnie i wokół mnie (małżeństwo, dzieci, praca, wspólnota, posługa etc.)? Trudne pytania, szczególnie jeśli odpowiedź uderza w pychę bądź niezaspokojone pragnienia bądź wzajemnie niezrozumienie.

ochłodzenia jej wielkiej miłości mogą być całkiem chłodne kalkulacje!Może chce "zabić tę miłość", bo uważa, że przyjdzie inna, "lepsza". Najprawdopodobniej przyczyny są złożone- w cżęści je utrafiliśmy a w częsci są to czyste dywagacje.Nie będzie rady, bo juz była. Ta rada jest trudna dla Ciebie. Bo
Sondaż United Surveys dla Wirtualnej Polski i nowy problem partii rządzącej. Polacy są wściekli na PiS i przerażeni sytuacją w kraju. To pogrąży partię? Rząd PiS zgotował nam piekło w Polsce? Takiego zdania jest ponad połowa dorosłych Polaków! Zdecydowana większość twierdzi, że nasz kraj nie został przygotowany lub został przygotowany fatalnie do kryzysu energetycznego, jaki rozgrywa się na naszych oczach. Obwiniają oczywiście w sprawie kryzysu energetycznego i odpowiedzialności ciążącej na PiS przeprowadziła pracownia United Surveys na zlecenie Wirtualnej Polski. Wyniki powinny dać przedstawicielom partii do myślenia. Czy dadzą? Zobaczymy, jak w najbliższych godzinach i dniach premier i jego kumple tłumaczyć będą brak węgla, kosmiczne ceny opału i szalejącą inflację. Polacy ocenili działania PiS. Jest tragiczniePrzejdźmy jednak do samego badania i jego wyników. W sondażu przeprowadzonym dla Wirtualnej Polski pracownia United Surveys spytała Polaków, "jak rząd przygotował Polskę na zbliżający się kryzys energetyczny, związany z problemami z dostępnością węgla i gazu, czy też rosnących cen prądu".Większość badanych twierdzi, że Polska jest źle przygotowana na nadchodzący dramat. Przeciwnego zdania jest zaledwie dwadzieścia kilka procent ankietowanych. I tak odpowiedź "zdecydowanie źle" wskazało aż 37,2 procent badanych, a odpowiedź "raczej źle" 20,3 procent. Daje to aż 57,9 procent niezadowolonych obywateli!Dobrze działania rządu ocenia w tym samym czasie 29,2 procent Polaków, z czego 7,6 proc. wybrało odpowiedź "zdecydowanie dobrze", a 21,6 "raczej dobrze". Oznaczałoby to, że z polityki PiS niezadowoleni są nawet wyborcy PiS - w ostatnim sondażu tej samej pracowni dla tego samego medium Prawo i Sprawiedliwość poparło 34 procent badanych. Tymczasem w Polsce naprawdę źle się dzieje. Rachunki za prąd i gaz już poszły w górę, a przewiduje się, że już za chwilę za energię zapłacimy nawet kilkadziesiąt procent więcej. Co więcej, na jaw wyszło, że rezerwy węgla w Polsce są puste, mimo wcześniejszych zapewnień rządu, że surowca na pewno nie Nowogrodziej (siedziba PiS) już podobno narasta panika - wśród polityków PiS panuje przekonanie, że choć przeżyli wiele większych afer, to właśnie kryzys węglowy może zniszczyć ich rząd i odebrać im władzę. Co tymczasem robią rządzący, by tragedii zapobiec? Polecają Polakom ocieplać domy i zbierać chrust na opał, a sobie samym... planują podwyżki wynagrodzeń! Brak miłości w małżeństwie. Niestety nie wszystkie pary biorą ślub z miłości. Czasami decyzja ta podyktowana była ciążą, innym razem „uciekającymi latami staropanieństwa”. Brak prawdziwego uczucia prędzej czy później wyjdzie na jaw i objawi się całkowitą obojętnością. Brak wspólnych tematów do rozmowy Kiedy w małżeństwie wszystko jest ok, mamy lepszy czas, łatwo jest wtedy mówić „kocham”, łatwo się przytulić i łatwo głosić wszem i wobec, że „małżeństwo jest boskie”! Kiedy jednak słońce znika za chmurami to, co jeszcze wczoraj było takie proste staje się najtrudniejszą sztuką na świecie… Miłość Ci wszystko wybaczyTak śpiewała Hanka Ordonówna. Tekst łatwo wpada w ucho, ale czy łatwo go realizować? Mówiąc o wybaczaniu w małżeństwie nie mam na myśli tylko tych „spektakularnych” sytuacji, jak zdrada czy kłamstwo, ale także te codzienne, równie trudne wybory w każdego dnia mamy się za co przepraszać i mamy sobie coś do przebaczenia. Chociaż często trudno przeskoczyć siebie, to przebaczanie zawsze przynosi uzdrowienie i oczyszczenie w relacji – choćby był okres, że trzeba by to robić codziennie, a chyba każde małżeństwo, które jest razem kilka lat może śmiało powiedzieć, że takie dni się zdarzają…Oczekiwania kontra rzeczywistośćPamiętam, kiedy wchodziłam w małżeństwo, mając z tyłu głowy różne złote rady i „sekrety” małżeńskie byłam pełna przekonania, że wszystko można pokonać. Są jednak takie dni i takie sytuacje, że tego przekonania czasem biorą górę i wszystkie wielkie postanowienia z okresu narzeczeństwa widać jakby przez mgłę. Ale widać. Przebijają się i trzeba tylko wytężyć dobrze wzrok, żeby nie zniknęły za horyzontem pretensji, kłótni czy co gorsza – nieprzebaczenia. To ostatnie może skutecznie zniszczyć każdą, nawet najlepszą męczy się przebaczaniemPapież Franciszek powiedział kiedyś, że Bóg nigdy nie męczy się przebaczaniem. Ile razy my – małżonkowie, jesteśmy tym zmęczeni? Chyba każdy wie najlepiej. To zdanie jednak jest niezwykle pocieszające – że jest Ktoś, kto NIGDY nie męczy się przebaczaniem i to właśnie z tego źródła czerpię siły, żeby mówić o tym, że Małżeństwo jest wtedy, kiedy w moim małżeństwie jest seria kłótni czy trudniejszy czas. Dzięki Niemu, relacji z Nim i dzięki doświadczeniu, że On faktycznie nie męczy się przebaczaniem, mogę nie tylko mówić, ale także myśleć w ten sposób, że małżeństwo jest Boskie nie „dlatego, że”, ale „pomimo, że…”.Nie dopuszczajmy do zachodu słońca„Niech nad Waszym gniewem nie zachodzi słońce” Ef 4, 26Jest to jedna z wielu wskazówek, jakie dostaliśmy z Maciejem jeszcze w narzeczeństwie i już wtedy staraliśmy się tego bardzo pilnować – żeby nie chodzić spać niepojednani. Choć nie mieszkaliśmy razem przed ślubem, zdarzało się, że po jakiejś kłótni Maciej jechał do domu i w środku nocy przyjeżdżał z powrotem, żeby się pojednać i znowu wracał do praktyka jest bardzo ważna. Do dziś staramy się tego pilnować, bo w tych słowach kryje się ogromna idziemy spać pojednani, budzimy się pojednani. Wiadomo, że są sytuacje, do których trzeba wrócić na spokojnie, wyspani jeszcze kolejnego dnia, ale to pojednanie jest bardzo ważne – ono już uzdrawia i daje grunt pod ewentualną rozmowę na temat, który nas poróżnił. Wtedy o wiele łatwiej znaleźć kompromis i jak nam się często zdarza – za jakiś czas nie pamiętać już, o co było „tyle krzyku”.Ignacy radzi…„Działaj tak, jakby wszystko zależało od Ciebie, a módl się tak, jakby wszystko zależało od Boga”. Piękne, uniwersalne, ponadczasowe!Przebaczenie to akt woli, ale też łaska, którą można wyprosić. Warto o tym pamiętać, kiedy znowu przyjdzie trudniejszy czas i kiedy trudno będzie plus modlitwa = CUDowny finał. Takich finałów na drodze małżeńskiej wszystkim i sobie życzymy!Czytaj także:„Razem ciężko żyć, osobno źle”. Piosenka Urszuli o odzyskiwaniu zagubionej miłościCzytaj także:Kręgosłup nie jest gorsetem. O życiu zasadami lub możliwościamiCzytaj także:Brak przebaczenia to Twój cichy zabójca. Jak go pokonać? Zaprzyjaźniając się z innymi mamami możesz zyskać właśnie to, czego potrzebujesz, trochę wolnego dla siebie i przestrzeni dla dziecka. Tworzę taki system wsparcia od paru lat z paroma kobietami i działa wspaniałe, czasem dzieciaki są u koleżanki, czasem u mnie. Każda z nas zyskuje czas dla siebie.
Tylko w 2018 r. odnotowano w naszym kraju ponad 65 tys. rozwodów. Czy jednak każdy z nich był koniecznością? Czy rozpadu małżeństwa da się uniknąć? Pewnie wiele osób zadaje sobie takie pytania. Są tacy, którzy uważają, że związek należy ratować za wszelką cenę, inni powiedzą – „nic na siłę”. A jak to jest w praktyce i w czym może pomóc terapia małżeńska prowadzona przez wykwalifikowanego psychologa? Na ten temat rozmawiamy z Monika Dragunajtys-Sudoł, psychologiem w Centrum Medycznym Damiana. Życie w związku należy podzielić na kilka faz czy etapów. Początek znajomości to czas fascynacji, miłosnych uniesień i postrzegania się przez pryzmat różowych okularów. Zakochani idealizują obraz siebie, nie widzą swoich wad, a uczucie ekscytacji i związanego z nim pobudzenia utożsamiane z miłością jest podtrzymywane przez różne symbole. Różne typy miłości, która ewoluuje na przestrzeni czasu, charakteryzują się zmiennymi proporcjami namiętności, zaufania i oddania. Tak, jak zmienia się charakter i znaczenie relacji, tak samo zmieniają potrzeby, cele i wartości osób będących w związku. Pojawia się rutyna, troski, obowiązki, które czasem skutecznie potrafią ujarzmić spontaniczność i latające w brzuchu motyle. Wiele par z czasem zaczyna dostrzegać, że więcej je dzieli niż łączy, że nie radzą sobie ze wspólnym pokonywaniem problemów, że mają rozbieżne cele. Wtedy pojawiają się nieporozumienia, od których już tylko krok do kryzysu. Nie przegap sygnałów Przyczyn kryzysu w związku może być wiele. Nie istnieje tu jeden schemat, który możemy przełożyć na wszystkie zmagające się z problemami małżeństwa. Jako najczęstszą przyczynę rozwodu wskazuje się niezgodność charakterów. Małżonkowie wskazują jako problem brak porozumienia, problemy osobowościowe, konflikt wartości i konflikty ról czy problemy emocjonalne. Ważne jest jednak, by nie przegapić pojawiających się po drodze oznak, że coś zaczyna się „psuć”, jak np. że przestajemy ze sobą rozmawiać, a każdy dzień zaczyna się i kończy kłótnią, brakuje nam zrozumienia i większość czasu spędzamy osobno. – Małżonkowie z czasem częściej w negatywny, wybiórczy sposób interpretują zachowania męża czy żony, przypisując im złe zamiary. Zdarza się, że częściej widzą to, co niemiłe i nieprzyjemne niż miłe. Częstym błędem w podejściu do kryzysu jest to, że winą obarczamy naszego partnera. Łatwiej jest nam przenieść odpowiedzialność za problemy na drugą osobę. Jednak naprawdę rzadko zdarza się, że sprawa jest tak prosta. Najczęściej oboje mają sobie wzajemnie coś do zarzucenia, czegoś im w związku brakuje, przestaje satysfakcjonować. Na początku trzeba wykonać bardzo proste zadanie – zastanowić się, dlaczego do danych sytuacji doszło – choćby zdrada jest zazwyczaj sygnałem, że problem pojawił się już wcześniej, ale zabrakło rozmowy czy podjęcia próby rozwiązania problemu. Warto przy tym zwrócić uwagę na naturalne rozbieżności w stylach mówienia kobiet i mężczyzn, które wraz ze stereotypami i nadawanym symbolicznym nieraz znaczeniom komunikacji w związku stymulują lub pogłębiają konflikt. Dla przykładu: kobiety mówiąc o problemach oczekują wsparcia i pocieszenia, podczas gdy mężczyźni traktują tę sytuację jako sygnał do poszukiwania rozwiązań – komentuje psycholog Monika Dragunajtys-Sudoł, psycholog w Centrum Medycznym Damiana. Pogadajmy, czyli gdzie szukać pomocy? W sytuacji, gdy codzienne nieporozumienia uniemożliwiają małżonkom zgodne funkcjonowanie, powodują znaczące cierpienie, konieczne może okazać się poszukanie wsparcia u innych osób. I tak włączają w swoje konflikty osoby bliskie – rodziców, rodzeństwo, przyjaciół, poszukując w nich sojuszników lub oczekując sposobów rozwiązania trudności. Niejednokrotnie konflikt wówczas eskaluje, rozszerza się i pogłębia oddalając małżonków od siebie. Czasami decydują się na pomoc specjalisty psychologa czy psychoterapeuty. Wyobrażenia dotyczące terapii pary mogą utrudniać zaangażowanie się w nią lub rozczarowywać, kiedy nie przynosi szybkich i zadowalających efektów. Decydując się na podjęcie terapii małżeńskiej warto wiedzieć, jak ona zazwyczaj przebiega. Oczywiście każdy związek jest inny, zatem podejście terapeuty zwykle jest elastyczne i dostosowane do możliwości potrzeb konkretnej pary. Z reguły współpraca ze specjalistą rozpoczyna się od kilku spotkań zapoznawczych. Najczęściej są to trzy sesje, podczas których psycholog ma czas na poznanie obecnej i przeszłej sytuacji pary, a także ich planów i oczekiwań. To też czas na ustalenie kontraktu i szczegółowe określenie celów. Dopiero potem można przejść do dalszej części procesu. Terapia dla par – jakie niesie korzyści? Na terapię najczęściej zgłaszają się pary stające w obliczu kryzysu lub w przechodzące kryzys. Konflikty, których nie udaje się małżonkom rozwiązać między sobą, często rosną do wielkich rozmiarów, uniemożliwiając im wspólne, zgodne życie. W takiej sytuacji, pary zapominają o uczuciu, które łączyło ich jeszcze jakiś czas temu, a codzienną czułość i miłość zastępują negatywne emocje – złość czy frustracja. – Spotkania ze specjalistą usprawnią wzajemną komunikację i pomogą lepiej zrozumieć siebie nawzajem. Pary stają się wtedy bardziej świadome swoich emocji, reakcji czy potrzeb. Uczą się także znajdowania kompromisów, które są podstawą opartego na zaufaniu i bliskości związku. Współpraca z terapeutą daje szansę na jasną i czytelną komunikację, dzięki czemu małżonkowie w końcu mogą usłyszeć i zrozumieć również oczekiwania i problemy drugiej osoby. Zdarza się, że wiele małżeństw na bieżąco omawia pojawiające się problemy, a mimo to nie udaje im się rozwiązać kłopotów samodzielnie. Schematy myślenia i zachowania w relacji mają tendencję do usztywniania się. Sposoby rozwiązywania problemów, które początkowo mogły w związku pomagać, mogą być na dłuższą metę dezadaptacyjne. Wtedy potrzebne jest neutralne spojrzenie kogoś z zewnątrz, czyli np. terapeuty czy mediatora i zastosowanie innych niż dotychczas stosowane strategii – dodaje Monika Dragunajtys-Sudoł, psycholog w Centrum Medycznym Damiana. Ratowanie małżeństwa za wszelką cenę? Przy zaangażowaniu obojga małżonków zazwyczaj istnieje szansa na pokonanie problemów. Bywa, że w wyniku terapii pary, które jeszcze rok wcześniej chciały się rozejść, teraz na nowo cieszą wspólnym życiem, decydują się na kolejne kroki w związku, np. na powiększenie rodziny. Należy mieć jednak świadomość, że na odbudowanie relacji potrzeba czasu. Musimy postrzegać to jako proces. Tak jak para nie przestała się dogadywać w ciągu kilku dni, tak nie da się ich związku odbudować z dnia na dzień. Pozytywne efekty to wspólna praca terapeuty i obojga zaangażowanych małżonków. – Pamiętajmy, że z czasem zmieniamy się i my, i współmałżonek. Zmieniają się nasze plany, podejście do życia czy oczekiwania. Czasem miłość między dwojgiem ludzi po prostu się zmienia. W niektórych sytuacjach każde z małżonków chce pójść w swoją stronę i nie ma w tym nic złego, o ile obie strony się na to zgadzają. Wtedy naturalną koleją rzeczy jest rozstanie się. Częściej jednak pary, zwłaszcza po uwzględnieniu wpływu rozstania na inne osoby i przebieg rozwoju osobistego, decydują się na podjęcie próby odbudowania relacji. Najczęściej z sukcesem. – puentuje Monika Dragunajtys-Sudoł, psycholog w Centrum Medycznym Damiana. Co ważne, terapia małżeńska to nie są tylko sesje z terapeutą. Główna praca i to na pełen etat jest do wykonania po opuszczeniu gabinetu – w domu, w codziennym życiu. Czytaj też:„Porno oglądają wszyscy i wszędzie". Raper opowiada o swoim uzależnieniu Źródło: Informacje prasowe
Koniec miłości w małżeństwie – odpowiada Mgr Violetta Ruksza Kryzys po 17 latach małżeństwa – odpowiada Mgr Patrycja Stajer Oddalenie się męża od żony po 10 latach małżeństwa – odpowiada Mgr Justyna Piątkowska Pokonywanie trudności w małżeństwie i rodzinie. Ks. Marek Dziewiecki Książka ks. Marka Dziewieckiego składa się z siedmiu rozdziałów. W rozdziale pierwszym autor opisuje Boży zamysł w odniesieniu do małżeństwa i rodziny. Rozdział drugi to opis pierwszych znaków, które świadczą o tym, że zaczyna się kryzys. Te pierwsze znaki to zaniedbywanie miłości małżeńskiej i rodzicielskiej oraz oddalanie się małżonków od Boga. Rozdział trzeci dotyczy skrajnych form kryzysu w małżeństwie i rodzinie. Należą do nich uzależnienia i związana z nimi przemoc, zdrady małżeńskie, odejście małżonka i rozwody. Kolejny rozdział poświęcony jest warunkom wychodzenia z kryzysu. Punktem zwrotnym jest uznanie prawdy przez tych, którzy pobłądzili. Rozdział piąty dotyczy zamykania bolesnej przeszłości. Podstawowe warunki to pojednanie z Bogiem, z samym sobą i z osobami skrzywdzonymi. Warunkiem dobrej teraźniejszości jest także nawrócenie, czyli wierna i ofiarna miłość tu i teraz. Temu zagadnieniu poświęcony jest rozdział szósty. Ostatni, siódmy rozdział, to odpowiedzi na pytania uczestników rekolekcji, które kilka miesięcy wcześniej ks. M. Dziewiecki poprowadził dla wspólnot „Sychar” z całej Polski. Główne przesłanie, na którym opiera się omawiana publikacja, to fakt, że kryzys małżonków nie zaczyna się dopiero wtedy, gdy dochodzi do przemocy, uzależnień czy zdrad. Kryzys i cierpienie zaczyna się już wtedy, gdy małżonkowie przestają okazywać sobie miłość, gdy zaniedbują wychowanie dzieci lub gdy oddalają się od Boga. Niniejsza książka pomaga szukać rozwiązań prawdziwych, a nie rozwiązań, które na krótką metę wydają się łatwe i proste, a które w rzeczywistości powiększają jedynie skalę krzywd i cierpienia małżonków, rodziców czy ich dzieci. Niniejsza książka stanowi praktyczną pomoc nie tylko dla małżonków i rodziców, którzy przeżywają kryzys. To także podręcznik dojrzałego okazywania miłości małżeńskiej i rodzicielskiej. Autor podkreśla bowiem, że najlepszym sposobem pokonywania kryzysu jest uczynienie wszystkiego, by do kryzysu nie doszło. Prezentowana publikacja jest cenna dla narzeczonych, dla księży i świeckich pracujących w duszpasterstwie rodzin i w poradnictwie małżeńskich. Jest też kopalnią materiału dla katechetów, gdyż pomaga ukazywać katechizowanym – w sposób przystępny, konkretny i precyzyjny – Bożą wizję małżeństwa i rodziny oraz zasady pokonywania kryzysów w rodzinie w sposób zgodny ze złożoną przysięgą małżeńską. Pomóż świadczyć - Poleć znajomym! Kryzys małżeński - rozwód czy ratowanie małżeństwa? Co oznacza postawa miłości? Post autor: Pantop » 08 cze 2018, 14:48 Do: rak. rak pisze: Kryzys prędzej czy później dopadnie każdy związek. Niezależnie od tego, czy jesteście ze sobą kilka lat czy macie kilkudziesięcioletni staż i w Waszej relacji będą pojawiać się momenty zwrotne, bo tym właśnie jest kryzys. Od Waszej postawy ostatecznie będzie zależeć, czy wyjdziecie z nich obronną ręką. Co może być źródłem kryzysu w małżeństwie oraz jak i czy w ogóle da się uratować małżeństwo po kryzysie? Rodzaje kryzysów Słowo „kryzys” pochodzi od greckiego określenia „krino”, które oznacza „punkt zwrotny, przełomowy; moment rozstrzygający; jakościową zmianę układu lub w układzie”. Najkrócej rzecz ujmując, kryzys jest nie tylko trudnością, zagrożeniem czy walką, ale także szansą na to, że wreszcie coś, co nam utrudniało życie, zmieni się na lepsze. W kontekście kryzysów małżeńskich warto zwrócić uwagę na trzy typy kryzysów, zależnych od miejsca usytuowania przyczyny: kryzys małżeństwa wywołany kryzysami indywidualnymi osób tworzących małżeństwo, kryzys wynikający z dynamicznego charakteru małżeństwa, kryzys wywołany zaburzeniem relacji zewnętrznych małżeństwa. Inny znany podział kryzysów w małżeństwie, niejako koresponduje z powyższymi i dzieli je następująco: kryzys w pierwszych 3 latach małżeństwa – to pierwszy kryzys, z którym borykają się młodzi małżonkowie. Nagle do głosu zaczyna dochodzić codzienna rutyna, partnerzy odkrywają, że druga osoba nie jest taka, jak sobie ją wyobrażaliśmy. To, co do tej pory nam nie przeszkadzało, np. pewne wypowiedzi czy styl bycia męża czy żony, teraz staje się powodem napięć. kryzys w związku przez pojawienie się pierwszego dziecka oraz kolejnych – dla każdego świeżo upieczonego rodzica, pojawienie się dziecka wiąże się z emocjami. Kryzys dotyka zwłaszcza tych związków, które nie planowały potomstwa. Dziecko zupełnie zależne od opiekunów, potrzebuje ich całkowitej troski i oddania, przez co wiele osób musi swoje plany zawodowe czy pasje przesunąć na drugi plan. Gdy odpowiedzialność za wychowanie dzieci jest przenoszona tylko na jedną osobę, może dojść do jeszcze większego kryzysu. kryzys z powodu niemożności posiadania dzieci lub rozbieżności zdań związanych z posiadaniem potomstwa – nierzadko trudności z zajściem w ciążę partnerki, mogą być przyczyną pojawienia się problemów w małżeństwie. Niestety, wielu partnerów ma także rozbieżne zdania związane z posiadaniem potomstwa, a mimo to wiąże się na stałe z osobami, które mają inne spojrzenie na ten temat. W takim związku jedna i druga osoba może czuć się nieszczęśliwa. W kwestii chęci posiadania lub nieposiadania dziecka nie ma miejsca na kompromis i osoby decydujące się na małżeństwo powinny być tu raczej jednomyślne, to zaoszczędzi im wiele bólu w przyszłości. kryzys z powodu straty – mogą to być problemy finansowe, utrata domu z powodu niespłaconego kredytu czy kwestie związane ze śmiercią dziecka. kryzys z powodu emigracji – jeżeli małżeństwo żyje na odległość, ponieważ jedna osoba w związku np. pracuje lub studiuje za granicą albo para żyje na odległość może to powodować problemy, ponieważ obie strony czują, że nie ma męża czy żony przy nich na co dzień. Pojawiają się przez to problemy z komunikacją czy nawet brak tematów do rozmów w związku. kryzys wieku średniego w małżeństwie – praktycznie każda osoba w wieku średnim może przeżywać tego rodzaju kryzys. Uświadamia sobie, że w zasadzie pół życia ma najprawdopodobniej za sobą. Pojawiają się niezaspokojone potrzeby oraz przypominają o sobie niezrealizowane marzenia. Tym bardziej, że dzieci są już na tyle duże, że mogą już same zająć się sobą i wolny czas można teraz poświęcić sobie, pojawia się chęć porównywania dotychczasowych osiągnięć czy testowanie, na ile jesteśmy atrakcyjni dla innych osób. kryzys wywołany opuszczeniem rodziny przez dziecko – gdy dzieci dorastają, zaczynają się usamodzielniać, naturalnym etapem jest ich wyprowadzka. Dla wielu rodziców to trudny czas, pojawia się kryzys pustego gniazda, gdy mąż i żona odkrywają, że nie mają wspólnych tematów oprócz opieki nad dziećmi. Niektóre kobiety zauważają wówczas, że: „mąż ze mną nie rozmawia”, mężczyźni również czują się opuszczeni przez żony, odczuwają oni, że pojawia się milczenie w związku albo długie kłótnie. kryzys w związku ze zdradą – niejednokrotnie zdrada może być zarówno przyczyną wystąpienia kryzysu, jak i jedną z jego oznak, tzn. od dawna działo się źle pomiędzy małżonkami, ale żaden nie powiedział tego głośno i sposobem na rozładowanie złych emocji była zdrada, której oczywiście nie można usprawiedliwiać problemami w małżeństwie. Bez wątpienia jednak niektóre osoby mogą tak uciekać od rozwiązania trudności. Przyczyny kryzysu w małżeństwie (oznaki) Kryzys w małżeństwie nie pojawia się nagle. Zwykle przez wiele miesięcy druga osoba może wysyłać nam sygnały, że coś jest nie tak. Oznaki kryzysu pojawiają się na poziomie psychologicznym, kiedy partner obwinia o wszystko, występują ciągłe kłótnie w związku, a także emocjonalnym, gdy brak bliskości w związku. Tego rodzaju trudności mogą skutkować brakiem seksu w związku. Co więcej, rezygnacja ze współżycia sama w sobie może być również oznaką, że w konkretnym małżeństwie nie dzieje się dobrze. Małżonkowie nierzadko w czasie kryzysu uciekają w hobby czy w pracę. Rzadziej bywają w domu, chcąc uniknąć konfrontacji z drugą osobą. Mają trudności w nawiązaniu rozmowy lub są przekonani, że tylko ich pomysł na rozwiązanie problemu jest konstruktywny. Natomiast propozycje drugiej strony są, delikatnie mówiąc, nietrafione. Czy to brak miłości w małżeństwie, a może po prostu kryzys? Niekiedy może on objawiać się także poczuciem nudy, wypalenia. Małżeństwem w kryzysie może być także taki związek bez kłótni. Obie strony wolą wycofać się do swojego świata, ponieważ wiedzą, że nie dogadają się z partnerem. Brak kłótni może wskazywać też, że drugiemu człowiekowi nie zależy już na współmałżonku. Chodzi tu oczywiście o konstruktywną kłótnię, a nie atakowanie bliskiej osoby. Należy pamiętać, że złość, niechęć, pretensje wobec partnera nie są nigdy wytłumaczeniem dla przemocy psychicznej, fizycznej czy ekonomicznej. Brak szacunku w związku może spowodować jedynie zaostrzenie konfliktu. Ratowanie i naprawa małżeństwa po kryzysie – możliwe rozwiązania Jak ratować małżeństwo po kryzysie? Najpierw trzeba zażegnać konflikt, a więc porozmawiać bez emocji o tym, co było przyczyną kryzysu, a następnie ustalić, jak dojrzali ludzie sposoby wyjścia z tego rodzaju trudności. Ciągłe powtarzanie starych utartych sposobów działania, może co najwyżej doprowadzić do rozstania. Nie wiesz, jak naprawić małżeństwo? Partnerzy muszą poczuć się wzajemnie odpowiedzialni za związek. Warto także skorzystać z pomocy terapeuty par, który doradzi, co można zrobić, by zażegnać kryzys. Brak czułości w małżeństwie czy trudności z rozmową można zażegnać, gdy obie strony chcą walczyć o siebie. Kiedy nie warto ratować małżeństwa? Jest kilka takich sytuacji, które wskazują na rozpad małżeństwa oznaki mogą być mniej lub bardziej subtelne. Przede wszystkim, gdy jedna albo dwie osoby nie chcą dojść do porozumienia, gdy np. dawna zdrada jest tak bolesna, że wraca przy okazji mniejszych problemów i pojawia się myśl „nie mogę patrzeć na męża lub żonę”, gdy małżonek zachowuje się w sposób poniżający drugą osobę, stosuje przemoc fizyczną lub psychiczną albo nieustannie oszukuje. Nierzadko kryzys może być po prostu etapem rozpadu związku, którego nie da się już zatrzymać. Czasem dochodzimy do takiego momentu w małżeństwie, gdy czujemy, że już nam nie po drodze z drugą osobą. Rozmijamy się w planach, marzeniach, przestajemy kochać i to chyba jest dobry moment, by pozwolić – chociażby w imię dobrze spędzonych lat – być drugiej osobie szczęśliwą. Być może chwilowe rozstanie sprawi, że zatęsknimy za byłym mężem lub byłą żoną i wówczas damy sobie jeszcze jedną szansę. Tylko szczerość, szacunek i empatia mogą zapewnić małżeństwu przetrwanie. Należy jednak pamiętać, by nie skreślać związku tylko dlatego, że weszliśmy właśnie w fazę kryzysu. Rozstanie powinno być ostatecznym rozwiązaniem, gdy inne zawodzą, a my nadal czujemy się nieszczęśliwi i przytłoczeni. Kryzys daje szansę na zbudowanie lepszego związku, warto skorzystać z tej możliwości. Bibliografia: M. Braun-Gałkowska, Psychospołeczne uwarunkowania powodzenia małżeństwa, Roczniki nauk społecznych, Tom 4, W. Szewczyk, Terapia małżonków zagrożonych kryzysem według modelu „pięciu kroków” K. Węgłowska-Rzepa, „Przetrwać razem” – małżeństwo z perspektywy analitycznej K. Wojaczek, Małżeństwo w kryzysie?, Sympozjum Rok XIV 2010, nr 1(19), s. 133-153, Strona główna - Spotkania Małżeńskie. Nie musieliśmy przed nikim ujawniać naszych problemów, nauczyliśmy się rozmawiać i lepiej rozumieć siebie nawzajem. Zdawało nam się, że bardzo nam daleko do siebie, ale dostaliśmy duży zastrzyk wiary, nadziei i miłości.
Czasami nawet w najbardziej udanym małżeństwie, pewne sygnały wysyłane przez ukochaną osobę mogą sugerować, że Wasze partnerstwo przechodzi trudności. Wystarczy, że jednej ze stron zaczyna czuć, że coś nie gra i związek stoi na granicy rozstania. Oczywiście, każda relacja przechodzi swoje chwile załamania i wcale nie oznacza, że to jest powód do jej zakończenia. Kryzys w związku pojawia się wtedy, kiedy kłótnie i nieporozumienia zdarzają się bardzo często i z czasem przestaje nam zależeć na ukochanej osobie. Jeśli oboje czujecie, że Wasza relacja przeżywa kryzys, warto zastanowić się na jego powodem. Co sprawia, że zaczynają pojawiać się problemy w związku i jak je rozwiązać? Oto kilka wskazówek, aby uratować swoją relację z osobą, na której nam zależy. Nierówne traktowanie i poczucie wyższości jednej ze stron Ważne w związku jest równe zaangażowanie i traktowanie siebie nawzajem. Bardzo często zdarza się, że jedna ze stron zdecydowanie bardziej angażuje się w związek oraz wkłada więcej wysiłku, aby go utrzymać. Jeśli takowa sytuacja się nie zmienia, nie wróży to dobrej przyszłości związkowi. Nierówne zaangażowanie w związek na polu emocjonalnym powoduje frustrację zwłaszcza ze strony osoby bardziej przywiązanej. Warto porozmawiać z drugą osobą, na temat tego, czy równo poświęcacie się związkowi oraz, czy oddajecie sobie tyle atencji, ile oboje potrzebujecie. Warto również zauważyć, czy w waszym związku jedna ze stron nie czuje pewnego rodzaju wyższości. Takie poczucie jest niezwykle krzywdzące dla partnera lub partnerki oraz zaburza jego poczucie wartości, które zdecydowanie trudno jest odbudować. Brak czasu i szacunku Jedno z najważniejszych wartości w związku jest wzajemny szacunek i poświęcanie drugiej osobie czasu. Żadne wielkie prezenty i skarby nie oddają tego samego jak poczucie, że ktoś nas szanuje i chce spędzać z nami dużo czasu. Jeżeli w waszym związku brakuje czasu na długie rozmowy, seks, randki i wyjazdy, warto zastanowić się, czy wasza relacja idzie w dobrą stronę oraz, czy każdemu do odpowiada. Podstawą zbudowania dobrego związku jest budowanie emocjonalnej, wzajemnej więzi. W trwałej relacji bardzo ważny jest szacunek. Możecie nie zgadzać się w wielu kwestiach, notorycznie się kłócić, aczkolwiek zawsze powinniście się szanować. Brak zaufania i szacunku to najczęstszy powód do rozstania. Nawigacja wpisu
brak wsparcia, brak miłości, depresja, dzieląca odległość, brak możliwości zajścia w ciążę – bezpłodność. Jak widzisz, do kryzysu może dojść z bardzo wielu powodów. Wszelkie zmiany sprawiają, że możemy mieć różne odczucia i rodzą się podziały. Kiedy pojawia się kryzys w związku?
Związek bez miłości Powodów do stworzenia związków jest tak wiele, ile par na świecie. Zazwyczaj, jeżeli wchodzimy z kimś w związek, kieruje nami miłość. Nie ma idealnych związków małżeńskich, ponieważ zawsze występować będą pewne problemy, czy kłótnie. Grunt to potrafić komuś wybaczać, żyć w zgodzie i szczerości ze sobą i swoim partnerem bądź partnerką. Małżeństwo w obecnych czasach jest inaczej postrzegane niż chociażby 50 lat temu. Niekoniecznie bycie mężem i żoną było dla ludzi zawierane czysto z miłości, najczęstszymi powodami był status majątkowy lub po prostu umowa pomiędzy dwoma rodzinami. W ciągu wielu lat z pewnością przysporzyło to wiele bólu dla obojga ludzi, jeżeli faktycznie nie czuli do siebie tego samego. Dziś podchodzenie do wzięcia ślubu jest bardziej świadomą i indywidualną decyzją, lecz nie zawsze. Zdarza się, że ludzie się pobierają ze względu na status finansowy, nazwisko, sławę, wpadkę itp. Najważniejsza i najtrudniejsza kwestia w tym wszystkim jest właśnie świadomość problemu, że żyje się w małżeństwie bez miłości. Jeżeli czujesz, że posiadasz taki problem i nie wiesz co dalej robić, postaram się rozwiązać to niezwykle nurtujące robić, kiedy nie ma uczuć w małżeństwie?Tak naprawdę, to nie ma związku bez miłości i nigdy nie będzie to zdrowa relacja. Nawet jeżeli łączą Was stosunki przyjacielskie, to nie jest to wystarczające, abyście oboje byli szczęśliwi. Ciężko jest przyznać samemu przed sobą, że już się kogoś nie kocha. Czasem może być tak, że jedna osoba dalej żywi jakieś głębsze uczucia wobec drugiej i w tym wypadku najlepszym rozwiązaniem jest odważenie się na szczerą rozmowę. Nic nie pomoże Wam rozwiązać tego problemu, jak właśnie świadomość tego, że jest coś nie tak. Pamiętaj, że związek bez uczuć jest czymś, co nigdy nie będzie Cię w pełni satysfakcjonować, dlatego decyzja o rozwodzie powinna wyjść na światło dzienne. To, że przestaliście się kochać, to przecież nic złego. Jeżeli rozstajecie się w pokojowych warunkach, to nie powinniście mieć do siebie o to pretensji. Ważną kwestią jest wybaczenie sobie wzajemnie. Pamiętaj, że wspólny kredyt, dzieci, czy inne aspekty nie powinny być powodami do tego, aby się dalej męczyć w takiej relacji. Jeżeli posiadacie dzieci i obawiasz się ich reakcji na rozwód, pamiętaj że nigdy nie będą one szczęśliwe, jeżeli ich rodzice nie będą szczęśliwi. Zawsze możecie wspólnie udać się na konsultację do psychologa, aby nikogo nieświadomie nie zranić, tylko podejść do tego świadomość tego, że istnieje szansa, że znajdziesz kogoś, w kim ponownie się zakochasz. Jeżeli mimo wszystko, dalej przeraża Cię decyzja o rozwodzie i rozstaniu, to może oznaczać, że niekoniecznie wygasła między Wami miłość, lecz np. chemia. Warto również rozważyć tę kwestię i jeżeli się zdecydujemy na ratowanie małżeństwa, to tak czy inaczej warto skorzystać z pomocy psychoterapeuty. Pamiętaj, że decyzja powinna być podjęta świadomie i bez pochopnych wniosków. Każdy indywidualnie mierzy się ze swoją moralnością, lecz pamiętaj, że oprócz tego że zaczniesz ranić siebie, to możesz zranić również drugiego człowieka. Nie pozwól, żeby doszło do takich sytuacji, jak np. zdrady, które się często rodzą z takiego typu kryzysów. Obiecując komuś szczerość, należy pamiętać, że warto mierzyć się z prawdą, choćby była tą najgorszą. Jeśli spodobał Ci się ten artykuł lub korzystasz z mojej wiedzy na swoim blogu lub stronie www to wstaw proszę u siebie link do źródła: Tagi: ⭐ brak miłości w małżeństwie objawy, małżeństwo bez miłości dla dobra dzieci, Małżeństwo bez miłości czy warto, Małżeństwo bez zakochania, ożeniłem się bez miłości, czy Małżeństwo bez miłości ma sens,O mnie Jestem doświadczoną kobietą, wróżką i numerologiem. Moja sprawność w interpretacji rozkładów kart tarota i uzupełnianie jej numerologią zadziwia często nawet mnie, stąd pewnie tak spore zainteresowanie moimi wróżbami. Oprócz wiedzy teoretycznej i praktycznej, wykazuję się również szczerością w moich wróżbach, dlatego masz pewność, że powiem Ci zawsze to co pokazały mi karty a nie to,co chcesz usłyszeć Zawsze stawiam na szczerość i prawdę rozkładając karty, ponieważ to zawsze popłaca. Więcej o mnie przeczytacie Państwo tutaj: o mnie W przypadku zainteresowania moimi wróżbami proszę o kontakt pod tym adresem e-mail: wrozka@ Lub za pomocą formularza kontaktowego na stronie zamów wróżbę. Pozdrawiam o mnie “Witam Pani Otylio, bardzo dziekuje za wrozbe. Wiem, ze jak Pani pisala wrozba nie jest wyrocznia, i ze to my sami ksztaltujemy ostatecznie nasz los. To bardzo madre slowa. Dlatego niezaleznie od wrozby bede usilowal, wplynac na swoj los, majac jednak na uwadze wlasne mozliwosci i nie przekraczajac ich na sile. Przyznam, ze nie bardzo wczesniej wierzylem w tego rodzaju przepowiednie, ale to, co Pani mi przekazala jako wrozbe z przeszlosci, majac tylko te dane, ktore podalem, wprawilo mnie w konsternacje. Wiele spraw sie potwierdzilo, dlatego z tym wieksza uwaga bede sledzil przyszlosc i jej potwierdzenie we wrozbie. Jeszcze raz bardzo dziekuje i pozdrawiam. ” Pan Bogusław “Dobry wieczór Pani, bardzo serdecznie pozdrawiam i przesylam podziękowanie za tak wyczerpujące informacje. Jest Pani niesamowita. Myślę, że pomoże mi to w podejmowaniu nastepnyvh decyzji. Z czystym sumieniem polecę Pani usługi moim koleżankom. Nie do końca wierzyłam, że można wirtualnie postawić mnie Tarota. Większość faktów zgadza się.” Pani Jolanta "Dziękuję za wróżbę. Trochę mnie uspokoiła i utwierdziła w słuszności podjętych decyzji." Pani Małgorzata KLIKNIJ, aby zobaczyć wszystkie opinie
uczyć miłości aż do końca ich życia. Bo trzeba przeżyć całe życie, żeby nauczyć się kochać. W tę naukę miłości wpisane są też kryzysy małżeńskie, nie tylko te lekkie, ale i te ekstremalne, gdy jest rozwód i odejście współmałżonka do innej osoby. Gdy Bóg dopuszcza kryzys w małżeństwie, to nie po to,

post archiwalny Jeśli szukacie jedynej i właściwej recepty na to, jak w ciągu jednego dnia wskrzesić Wasz związek, który po urodzeniu dziecka wszedł w fazę uśpienia albo w fazę rzucania mieczami, to nie znajdziecie tutaj na to recepty. Jeśli myślicie, że podam Wam jak na tacy sposób na to, jak sprawić, aby obudzić w Was pokłady energii, czułości, seksu i miłości, to możecie właśnie w tym momencie przestać czytać ten post, bo ja ani nie jestem psychologiem, ani seksuologiem ani też nie mam mocy sprawczych, aby cokolwiek zmienić o 180 stopni. Jedyne co mogę zrobić, to opowiedzieć Wam odrobinę mojej historii związku i zasiać w Was ziarno nadziei, w pewnym sensie zainspirować Was i zmotywować do działania. Bo najgorszą rzeczą, jaką można zrobić, kiedy zauważymy jakieś sygnały a codzienność wgniata nas do parteru, to robić dosłowne NIC. Czyli spocząć na związkowych laurach i myśleć, że to samo minie, albo nadejdą kiedyś lepsze czasy, albo o zgrozo taka jest kolej rzeczy, że najpierw są motylki a następnie przychodzi moment kolokwialnego wqrwienia albo obojętności wobec partnera. Poprzez „kryzys w związku” „ratowanie małżeństwa” nie mam na myśli w dzisiejszym poście zdrady, braku miłości czy obojętności i totalnego wdupiemania. Dzisiaj skupię się raczej na etapie, przez który prawdopodobnie przechodzi większość par zderzających się z narodzinami dziecka a codzienność daje im w dupę. Na tyle daje im w dupę, że jakikolwiek czas spędzany razem jest w towarzystwie dzieci, a wieczorami myślą oni wyłącznie o spaniu, bo rzeczywistość wyżyma ich jak starą gąbkę. Natomiast kontakty z partnerem są ograniczone do minimum, a jeśli do nich w ogóle dochodzi, to zazwyczaj kończą się kłótnią o byle pierdołę. #StoryOfMyLife Opowiem Wam odrobinę o nas, aby przybliżyć Wam obraz sytuacji. Należymy do bardzo kochających się par. Naszym problem nie był nigdy brak miłości, a zmęczenie codziennością. Brak czasu dla nas jako pary i brak innej perspektywy niż towarzystwo naszych dzieci. Jedni zaraz powiedzą: „Hola, hola! Dzieciaczki powinny być całym naszym światem! Nie przesadzasz? Związek teraz musi zejść na boczny tor!” No właśnie żadne kur..a „Hola, hola!” i żaden „boczny tor”. Bez naoliwionego i rozumiejącego się związku raczej trudno będzie o harmonię w rodzinie. Wracając do naszej sytuacji – oboje z moim M. sporo pracujemy, nie mamy rodziny na podorędziu gotowej w każdej chwili pomóc i do tej pory wydawało nam się, że tak było, jest i zawsze musi być, że jesteśmy samowystarczalni. Doszliśmy do punktu, w którym kładliśmy dzieci spać (klasyczne przykłady high need babies, totalnie wyczerpujące egzemplarze ;-)) i zasypialiśmy razem z nimi. A rano rosła nasza wewnętrzna frustracja spowodowana tym, że nie ma tej naszej dawnej intymności, tych rozmów wieczornych, tego wszystko co było i scalało, dawało energię kiedyś. Nie było czasu pogadać jak kochająca kobieta z kochającym mężczyzną. Nie było czasu usiąść i spróbować pokazać partnerowi, że tak dłużej już nie da się być w szczęśliwym związku. Ja należą do osób, które niezmiennie uważają, że podstawą w związku jest dialog, a tutaj nie było czasu nawet na spokojną rozmowę w cztery oczy z moim Mężem [tak, wiem że niektórzy czepiają się tej dużej litery w tym słowie przeze mnie pisanym – to nie mój problem. Dla mnie to zawsze będzie duże „M” i tyle w temacie]. Pod koniec 2016 roku doszliśmy do ściany i uznaliśmy, że dłużej tak być nie może. Że czas to zmienić, bo zarżniemy się fizycznie, psychicznie i przestaniemy patrzeć na siebie jak na przyjaciół i kochanków, a zaczniemy szukać w tej całej sytuacji dziury w całym obwiniając siebie nawzajem o to, że nie mamy czasu nawet przytulić się w ciszy i spokoju. Pewnego dnia mój Mąż wpadł na pewien pomysł, który wydawał mi się być zupełnie nie do zrealizowania. Myślałam, że to rozwiązanie będzie kosztowało majątek, to po pierwsze. Po drugie nie sądziłam, że nasze dzieci zaadaptują się do tej sytuacji. A po trzecie, nie wierzyłam, że uda nam się znaleźć taką osobę, która sprosta naszym wymaganiom. Jakie to było rozwiązanie? Postanowiliśmy poszukać osoby, która bez łaski, bez proszenia, łaszenia z chęcią raz na 1-2 tygodni wpadnie do nas i zaopiekuje się naszymi dziećmi, a my w tym czasie wyfruniemy z domu jak za dawnych lat. I udało się! Trafiliśmy na osobę, która z największą ochotą i za standardowym wynagrodzeniem, zajmuje się naszą dwójką, a my idziemy w długą! Raz na tydzień wieczorową porą wychodzimy z moim Mężem z domu i zostawiamy nasze dzieci z kimś, kto wypełnia ich czas po brzegi świetną zabawą i ciepłem, dając nam wtedy godzinę czy dwie TYLKO dla nas! Nie wierzyłam, że to się uda, tymczasem wystarczyło popytać znajomych i zacząć działać, czyli znaleźć kogoś, kto z przyjemnością przyjdzie zająć się naszymi dziećmi, zarobi parę groszy a nam da wolne! Ktoś zaraz się obruszy, że to kosztuje! Tak, kosztuje. Wszystko kosztuje! Jeśli posiadamy samochód, to go serwisujemy! Wymieniamy olej, tankujemy, po to, by służył nam jak najdłużej. Czy przypadkiem związek nasz nie jest właśnie takim samochodem, który potrzebuje czasami serwisowania, holowania i tankowania? To właśnie te wspólne wieczory, które fundujemy sobie od kilku tygodni sprawiły, że ponownie patrzymy na siebie jak na parę kochanków (nie, nie boję się tego słowa, bo mam tutaj na myśli jego pozytywne znaczenie), jak na kogoś z kim można pogadać, pośmiać się, złapać za rękę, wypić lampkę winę i obgadać dzień bez wrzasków i łapania za nogawkę! Nie ukrywam, że poczyniliśmy najlepszą inwestycją ostatnich lat, inwestycję w nasz związek! Choćbym miała posprzedawać wszystkie moje książki i ulubione płaszcze, by móc cieszyć się tymi wieczorami, to zrobię to! Cieszę się, że mój Mąż był głównym motywatorem, bo mnie wydawało się to na początku nie do zrealizowania. Jakaś taka wewnętrzna matczyna blokada i durne poczucie winy mówiło mi, że to się nie uda. Przechodzicie kryzys w związku, chciecie ratować Wasze małżeństwo i wydaje Wam się, że doszliście już do ściany? Frustracja goni frustrację, kłótnia goni kłótnie. Obwiniacie się o byle pierdoły i szukacie dziury w całym nie potrafiąc podać sobie ręki, a wieczorami padacie na twarz, bo Wasze dzieci skutecznie wypompowują z Was energię? Działajcie! Nie myślcie, że to samo minie, bo to prawdopodobnie będzie się tylko nasilać. A jak jest u nas teraz? Czy to coś dało? Odżyliśmy! My wręcz wybiegamy z domu, kiedy przychodzi ten jeden dzień w tygodniu i te dwie godziny, które spędzamy tylko ze sobą! Randka z mężem? Można? Można! ;-) A nawet trzeba!

G5Rkil.
  • y7sfjjm616.pages.dev/96
  • y7sfjjm616.pages.dev/41
  • y7sfjjm616.pages.dev/93
  • y7sfjjm616.pages.dev/48
  • y7sfjjm616.pages.dev/51
  • y7sfjjm616.pages.dev/81
  • y7sfjjm616.pages.dev/86
  • y7sfjjm616.pages.dev/82
  • kryzys w małżeństwie brak miłości